Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Rodzic, czyli spec od wychowania

Nie ma w Polsce w najbliższej przyszłości widoków na racjonalne, zgodne z najnowszymi odkryciami psychologii i pedagogiki wychowywanie dzieci. Nie ma, bo skoro ludzie młodzi, przed trzydziestką i tuż po, którzy dopiero co dochowali się swoich pociech, nie mogą zrezygnować ze "starego dobrego" klapsa, to długo nic się nie zmieni. I na nic wszelkie supernianie. Program w TVN postrzegany jest jako wyreżyserowany ciąg scenek, kolejny klon wszelkich innych "szołów". Nie pomaga tłumaczenie, że przecież reakcje dzieci są autentyczne, bo trudno wyreżyserować płacz czy histerię trzylatka. Nie pomaga cierpliwe wyjaśnianie, że to wprawdzie format podlegający może irytującym czasem regułom, ale już większość stosowanych przez nianię sposobów to sensowne i wyprowadzone z badań naukowych wskazówki (choćby zawsze niezawodne warunkowanie instrumentalne). Nieakceptowalny przez współczesnych rodziców okazuje się też zakaz bicia dzieci. Jakie bicie w ogóle? Nikt nie mówi o laniu pasem, ale przecież klaps to nie bicie! Sam dostawałem od rodziców i co, wyrosłem na drania? Będę wychowywał moje dziecko tak, jak mnie wychowali moi rodzice! No i dyskutuj z takim! Tłumacz cierpliwie, że - owszem, chodzi też o pewną godność należną także dziecku, że - też, gdy ty dajesz klapsa, dziecko szybko się uczy, że widocznie to normalna i właściwia metoda "rozmowy", ale przede wszystkim klaps to wyraz bezradności i nieefektywności wychowawczej rodziców, że tak naprawdę poza chwilową przykrością i złością ze strony dziecka, kompletnie nic nie daje. Że, jeśli dochodzi do tego aktu desperacji ze strony rodzica, to znaczy, że trzeba usiąść i zastanowić się poważnie nad długofalową metodą wychowawczą, bo widocznie coś jest bardzo nie tak. Dodatkowo, po klapsie często przychodzi poczucie winy, dziecko płacze, histeryzuje, rodzicowi, który chwilowe napięcie już rozładował, "serce się kraje", dziecko zostaje zagarnięte, przytulone i wycałowane, a "na osłodę" dostaje czasem jeszcze nową zabawkę albo lizaka. Oto wyjątkowo jasny sygnał, że dziecko źle postąpiło i musi ponieść karę! Zresztą wystarczy popatrzeć na rodziny, które po pomoc superniani się zgłaszają - to są w większości normalne polskie rodziny, które od klapsów nie stronią, dzieci powinny więc być chodzącymi aniołkami, tymczasem sprawiają ogromne problemy. Z tego, co pamiętam niania kładzie nacisk na jedną, genialnie prostą rzecz: konsekwencję. Bez tego wychowania nie ma. A jak jest konsekwencja, klapsy okazują się niepotrzebne. Tylko że do tego trzeba odrobinę mniej zadufania w swoje własne metody i najwyższe wychowawcze kompetencje, które najwyraźniej zdaniem wielu zyskuje się automatycznie w momencie zostania rodzicem.

sobota, 04 sierpnia 2007, aniaposz

Polecane wpisy

  • Stary dobry klaps

    Odwiedzanie blogów na chybił trafił to całkiem niezły sposób na czerpanie inspiracji. M.in. trafiłam na wiecznie aktualny temat klapsów. Poza nieśmiertelnymi &q

  • Różowe bąble

    Jest taki rodzaj ludzi - żyjący-w-różowych-bąblach. Wiedzie im się nieźle albo nawet bardzo dobrze, z racji tego powodzenia obracają się w swoich własnych kasta

  • Psychologia społeczna i Jasiu_Śmietana

    Every man is like: all other men some other men no other man Tę prawdę, przeczytaną w jakimś artykule na I roku, zapamiętałam bardzo dobrze, bo zawiera się w ni

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/08/07 12:16:05
Nie będę się wypowiadać na temat wychowania dzieci, bo jako osoba bezdzietna nie czuję się do tego uprawniona. Ale tak sobie pomyślałam, że brak konsekwencji z jednej, a niezachwiana wiara we własną nieomylność z drugiej strony, to cechy, które w naszym kraju występują bardzo często. Być może to wina wychowania, bo przecież metody,które opisałaś, ten model polskiego wychowania - klaps, poczucie winy i cukierek - przechodzi z pokolenia na pokolenie.
-
2007/08/08 13:37:55
Ja też nie mam dzieci. :) Co właśnie sprawia, że osoby dzieci posiadające, gdy zwracam im uwagę, wydymają lekceważąco usta i mówią: będziesz miała własne dzieci, to pogadamy. Ale to nie do końca tak, bo 1) bycie rodzicem nie równa się byciu dobrym rodzicem, 2) coś tam jednak wiem, skończywszy tę moją psychologię, 3) zaskakująco dobrze radzę sobie z dziećmi kuzynostwa jak na osobę bezdzietną. ;) A poza wszystkim... naprawdę wystarczy czasem trochę pomyśleć (przykład z klapsem i nagrodą), żeby wiedzieć jak *nie należy* postępować. Wystarczy obserwować i wyciągać wnioski. Ja naprawdę nie próbuję nigdy wnikać w złożone kwestie wychowawcze, bo do nich nie mam dostępu, ale pewne sprawy proste można skorygować jedną właściwą decyzją, żeby zaoszczędzić nerwów sobie i stresu dziecku. Akurat warunkowanie instrumentalne działa zawsze i na wszystkich, począwszy od zwierząt, a skończywszy na dorosłych ludziach. :)