Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Kochaj szefa swego, możesz mieć gorszego

Niektórzy ludzie za nic nie powinni zajmować kierowniczych stanowisk. Nie nadają się do tego. Bez względu na to na ile szkoleń z tzw. umiejętności miękkich zostaną wysłani przez matuszkę firmę, pozostaną tak samo niekompetentni jak przed wywaleniem grubych tysięcy na szkolenia menadżerów. Co wynoszą z takich spotkań? Ano, żeby np. uśmiechać się do wszystkich i na dzień dobry pytać jak mama, babcia, pies i wszyscy święci. A pracownicy wyczuwają fałsz na kilometr. Albo masz dobre podejście do ludzi, albo nie. As simple as that. Trudno i darmo, a wszystkie te szkolenia to tylko sprytny sposób na wyciągnięcie korporacyjnej kasy. Oczywiście, to co się na nich mówi, to wszystko prawda, nic tam nie stoi w sprzeczności z odkryciami psychologii, a czasem nawet jest rzeczywiście atrakcyjnie podane. Co z tego, skoro menadżerowie po pierwsze zbyt są zaabsorbowani codziennymi sprawami, żeby wzbudzić w sobie zainteresowanie (na przykład potrzebują przede wszystkim szkolenia z Excela, żeby sprawniej przeprowadzać analizy; to jak z piramidą potrzeb Maslowa - na co Proust jak nie masz co do garnka włożyć?), a po drugie przyswojenie wiedzy a przełożenie jej na praktyczne sytuacje to dwie różne sprawy.

Jak się ma naturalny talent, inteligencję społeczną, to nie potrzeba szkoleń, a jak się jest emocjonalnym kaleką, to nic nie pomoże i taka jest brutalna prawda. Skutkiem co najwyżej są właśnie takie kuriozalne sztuczne zachowania, kiedy sobie taki przeszkolony menadżer nagle przypomni co pan na kursie mówił i włącza nagle jakąś aktywność, zupełnie niepasującą do jego dotychczasowego 'image'u', przez co wzbudza w pracownikach w najlepszym wypadku konsternację, a w najgorszym staje się obiektem drwin, że "nieźle go tam ustawili na tych szkoleniach".

Mój szef szuka ostatnio u mnie rady. :/ Akcja badania satysfakcji pracowników wypadła w skali firmy nie za dobrze, a i jego osobiste wyniki chyba nie bardzo, skoro zapowiada, że będzie chciał wykorzystać moją 'psychologiczną perspektywę'. Tyle że ja mu już różne rzeczy po drodze mówiłam i nic nie pomaga. Nic innego powiedzieć mu nie zamierzam. Nie wiem na co liczy, na zdradzenie jakiegoś cudownego sekretu? Jestem w bardzo niezręcznej sytuacji, bo jakże mam mu obmyślać linię postępowania z podwładnymi, skoro sama do nich należę? Mam się stawiać do nich w opozycji i udawać, że ja szefa oceniam lepiej niż inni, że to ja byłam jedyną wierną? Pomijając, że to nieprawda, włażenie w tyłek to nie moja dziedzina. A poza tym... rozmowy z nim to jak grochem o ścianę, więc po co?

środa, 27 lutego 2008, aniaposz

Polecane wpisy

  • Święty kot

    Był sobie dawno temu pewien klasztor, gdzie kapłani mieszkali samotnie z dala od świata, byzażywać spokoju i kontemplować Księgę. Całe dnie spędzali narozmowach

  • Pejzaże, portrety...

    W dniu wyjazdu, jak na złość, krajobraz iście bajkowy - drogi pokryteświeżo spadłym śniegiem, skrzącym się w porannym słońcu i przyjemnietrzeszczącym pod butami

  • Getting by

    Śnieg, śnieg i jeszcze więcej śniegu. Dawno już nie było takiej zimy. Mróz, jeśli jest, to całkiem reasonable , a ten biały świeży puch zdecydowanie dodaje świa

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/02/28 21:40:49
O Jezu ... dzieki za ten wpis Kobieto. Trochę się bałam, że jestem osamotniona w podobnych odczuciach pod kątem swojego managementu ;)
-
2008/02/29 07:56:06
:D Cieszę się. :) Sama wiem, jakie to krzepiące odkryć, że się nie jest osamotnionym w swoich odczuciach czy przypuszczeniach. A z tymi szkoleniami menadżerów to niestety taka smutna prawda. Szkoda tylko, że tyle pieniędzy idzie na marne. Myślałam kiedyś, że mogliby chociaż jakieś badania pilotażowe przeprowadzić, zanim zdecydują się na rozruch projektu w skali firmy, nawet coś o tym wspominałam, ale moje zdanie się nie liczy, w końcu jestem firmową 'czarną owcą'. :