|
Blog > Komentarze do wpisu
Duchem i ciałem
![]() Po intensywnym weekendzie - z wódeczką, wizytą w restauracji (to akurat niewypał - drogo i niesmacznie) i nocnymi Polaków rozmowami, potrzebuję wyciszenia we własnym domu i pobycia tylko we własnym towarzystwie. Lubię zarówno jeden, jak i drugi sposób spędzania czasu. I jeden bez drugiego nie miałby takiego uroku.
Wczoraj skończyłam czytać książkę Mary Roach Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego. Moim pierwszym spotkaniem z tą autorką była rzecz o o wdzięcznym i wiele mówiącym tytule Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków. Roach prezentowała tam w zabawny (!) sposób wielość i różnorodność zastosowań martwych ciał, ofiarowanych nauce za życia ich właścicieli. Tu i ówdzie czytałam zarzuty, że styl książki jest nieco zbyt frywolny jak na taką tematykę, ale myślę, że gdyby Roach wzięła się za sprawę poważniej (jeśli chodzi o ton narracji, bo naukowej skrupulatności nie można jej odmówić) nie dałoby się tego czytać. Tylko żart, śmiech stwarzają odpowiedni dystans i pozwalają czerpać z lektury przyjemność bez popadania co chwila w egzystencjalną zadumę. Idąc za ciosem sięgnęłam po Ducha. Życie pozagrobowe i w ogóle zjawiska paranormalne to temat, w którym tyle jest domysłów, miejskich legend, plotek i fałszerstw, że trudno w tym gąszczu wyłowić jakieś fakty. Czytając pierwsze rozdziały odniosłam wrażenie, że autorka wcale tego nie ułatwia, rozbijając narrację na mnóstwo pojedynczych epizodów, anegdot i dygresji oraz dodatkowo mieszając prawdę z iluzją. Treść wydała mi się za mało merytoryczna i demaskatorska, a styl zbyt sowizdrzalski. Ale kiedy się już do tych cech prozy Roach przywyknie, czyta się szybko i gładko, zwłaszcza, że im dalej, tym ciekawiej. Od opisów historycznych prób fizycznego poszukiwania duszy w ludzkim (i zwierzęcym) ciele oraz eksperymentów z jej ważeniem (słynne 21 gramów) przechodzimy przez czasy ektoplazmy i wirujących stolików, aż do współczesnych badań wspartych najnowszymi osiągnięciami nauki i techniki. I właśnie te ostatnie zagadnienia są najciekawsze, bo jednak w dużej części weryfikowalne (poza tymi przypadkami, w których badacze są mocno na bakier z metodologią i właściwie nie robią nic ponad potwierdzanie własnych tez w wątpliwych eksperymentach). I wtedy okazuje się na przykład, że wrażenie czyjejś obecności można wywołać poprzez odpowiednią stymulację mózgu, a wizje "duchów" mogą być całkiem prawdopodobną reakcją na nagromadzenie w danym pomieszczeniu fal elektromagnetycznych lub obecność silnego źródła infradźwięków. Oczywiście i tak pozostaje sporo pytań, ale najogólniejsza konkluzja jest taka, że wciąż nie znaleziono bezspornego dowodu na istnienie jakichkolwiek zjawisk paranormalnych. Jest za to całe mnóstwo fałszywych tropów, zarówno będących efektem świadomej manipulacji, jak i nieświadomych urojeń. Po tej lekturze jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że cały wysiłek rzetelnych naukowców i demaskatorów i tak na nic się nie przyda, bo prawda jest tylko jedna, a fałszerstw, oszustw i bredni całe mnóstwo. poniedziałek, 23 stycznia 2012, aniaposz
TrackBack
|