|
Blog > Komentarze do wpisu
E-booki? Nie, dziękuję.
Szwagier A. kupił sobie Kindle'a. Dzięki temu mogłam zweryfikować moje podejrzenia i przeczuwaną zaledwie niechęć potwierdzić w praktyce. Oprócz takich, czysto technicznych, niedogodności jak za mały wyświetlacz (wiem, wiem, można powiększyć czcionkę, ale to nie poprawia komfortu czytania), jest to po prostu coś zbyt odległego od książki, jaką znam i kocham, żeby mogło mi ją kiedykolwiek zastąpić. Kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki czytnik, towarzyszyło mi oczywiście zaciekawienie, ale jednocześnie też coś na kształt... odrazy. Jakbym była świadkiem dokonywania profanacji na świętym przedmiocie. Książka, która dla mnie nie sprowadza się i nigdy nie sprowadzała wyłącznie do treści, zredukowana została do ciągu literek za szybką. A lektura to również fizyczny kontakt z książką. Z książką, a nie z prostokątnym kawałkiem plastiku. Czytanie to także magiczny moment pierwszego otwarcia okładki, jej faktura i wygląd, zapach papieru, szelest kartek, obserwowanie ile się już przeczytało, a ile zostało do końca, wyczuwanie pod palcami kształtu książki i jej ciężaru. Korzystanie z czytnika było jak lizanie lizaka przez szybkę - czułam dystans, barierę, której nie mogłam sforsować. Tak jakby gdzieś blisko było coś upragnionego, a ja mogłam tylko patrzeć, ale nie wolno mi było wejść i dotknąć.
I jeszcze jedna rzecz: możliwość robienia notatek na marginesach - odręcznie, ołówkiem. Lapidaria Kapuścińskiego mam całe popodkreślane i pozaznaczane, z mnóstwem dopisków. Czytałam je z ołówkiem w ręku i uwielbiałam uzupełniać o własne refleksje, które akurat przyszły mi do głowy podczas lektury. Jak w ogóle porównać ten spontaniczny impuls zaznaczenia szybko jakiegoś fragmentu czy odręcznego skomentowania jakiejś trafnej uwagi z mozolnym, literka po literce, wystukiwaniem notatki na niewygodnej ekranowej klawiaturze? Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, w których zniknie papierowa książka. Ale też, szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to prędko nastąpiło (o ile w ogóle). Budująca jest świadomość, że nawet młode pokolenie niekoniecznie przesiada się masowo na e-booki. Znam kilku gimnazjalistów, którzy twardo obstają przy papierowych wydaniach. Kontakt z książką, również jako przedmiotem, jest dla wielu osób po prostu zbyt intymny i wielowymiarowy, żeby mogli się przesiąść na coś tak dalece książki nieprzypominającego. poniedziałek, 23 stycznia 2012, aniaposz
TrackBack
Komentarze
Gość: Bazyl, bjh143.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/23 12:04:19
A ja tam sobie chwalę. Owszem lubię czytać pewne szczególne wydania książek i to mogę robić tylko "w papierze", ale te, dla których nie mam aż takiego nabożeństwa, mogę spokojnie czytać z Kindla. Ale ja ogólnie przyziemny jestem i farby drukarskiej wąchać nie zwykłem :)
2012/01/23 12:22:14
Ja nie wiem, które będą dla mnie szczególne, a które nie, póki nie przeczytam. ;) Każda książka może się okazać szczególna i każda w pewnym sensie taka jest, kiedy siadam wygodnie na kanapie z herbatką na stoliku obok i zagłębiam się w lekturze. Zapach farby drukarskiej, acz ważny dla mnie i miły ;), jest tylko jednym z wielu atutów papierowych wydań.
2012/01/23 12:30:08
Ja na Kindla wrzucam najczęściej kobylaste popularesy, dla których na półce nie mam miejsca. Nawet jakby były wydane ze złoceniami i w cielęcej skórce. Kindle w tym przypadku jest po prostu mniejszy i poręczniejszy niż 700 stron drukiem. Dlatego z utęsknieniem czekam na nowego Martina w .mobi. Niestety indagowane wydawnictwo olało szaraczka i jego pytanie: "Kiedy?" :)
2012/01/23 12:53:16
Ja tam uwielbiam grubaśne tomy. :) A, i zapomniałam dodać, że 90% moich lektur to książki z biblioteki, więc nie mam problemu z miejscem na półce. I choćby z tego powodu (jeśli już nie z przyczyn sentymentalnych) Kindle jest nie dla mnie. O ile wiem, na razie nie ma wirtualnych bibliotek, które wypożyczałyby książki na tych samych zasadach, co biblioteki w realu, czyli za darmo.
2012/01/23 13:14:11
Ja też kocham książki papierowe i... uwielbiam Kindle'a. Za co? głównie za oszczędność miejsca i za możność zabrania w podróż stu książek. Już nie muszę stać przed półeczką i zastanawiać się którą zabrać, a którą zostawić i do niej tęsknić...
2012/01/23 13:52:34
Jak już pisałam - z miejscem nie mam problemu, bo właściwie nie kupuję książek. A w podróż zabieram zwykle trzy, cztery książki, co nie jest jakimś szczególnym obciążeniem. Cóż, nieuleczalna tradycjonalistka ze mnie, jeśli chodzi o temat e-booków. ;)
Gość: Radzimir, abys11.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/26 12:37:23
Jeśli chodzi o e-booki, nie miałem z nimi styczności, bardziej z audiobookami (czytane przez lektora w formacie audio). Ja też nie potrafię sobie wyobrazić książki w innej wersji niż dotykowej, choć bardzo rzadko czytam ostatnio. :(
2012/01/26 15:50:01
Mnie zastanawia jedna rzecz. Czytam dosyć szybko i nie jestem przekonana, czy nie przeszkadzałby mi ten moment przesunięcia strony. Słyszałam, że można dostosować podświetlenie ekranu i szybkość przewijania liter. W każdym razie ja zostanę na razie przy papierowych wydaniach. Lubię patrzeć na książki, szczególnie te starannie wydane, no co ja na to poradzę? ;)
|