Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Substytuty
Problemem nie jest brak. Gdybym chciała, mogłabym teraz wybierać spośród sześciu kandydatów na mojego kolejnego faceta. I to kandydatów całkiem sensownych, inteligentnych i na poziomie. Tylko co z tego, skoro żaden z nich nie jest Nim. Co mi po tych wszystkich smsach, telefonach, spotkaniach, jeśli to tylko sposób na zabicie czasu. Kiedy wieczorem wracam do domu wyludnionym autobusem po jednym ze spotkań, ściskam w rękach komórkę i wpatruję się tępo w wyświetlacz.

A jednak te spotkania jakoś mi pomagają. Z pewnością dowartościowują. Zajmują czas i myśli. Sprawiają, że czuję się piękna, kobieca i podziwiana. I za każdym razem mam nadzieję, że spotkam kogoś, kto wreszcie zastąpi mi Jego. Że zakocham się jak wariatka i uwolnię od tego beznadziejnego uczucia do człowieka, który nie zasługuje na nie. Jest bodaj jedynym mężczyzną, któremu powiedziałam "kocham" i jednocześnie tym, który spośród wszystkich moich facetów najmniej jest tego wart.

I czegóż ci nie przebaczę,
uśmiechając się jak gejsze?
Nawet słowa od lodu zimniejsze,
nawet to, że cię już nie zobaczę...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

A jednak jest ktoś, kto mnie w pewnym stopniu intryguje. Artysta. Muzyk. Jest... dziwny. Ale pokazuje mi świat, jakiego mi przez ostatnie lata brakowało. Wczoraj - świetny koncert "Mój Staszewski" w Piwnicy pod Harendą.



Potem spacer z powrotem na przystanek zaułkami Mariensztatu skąpanymi w zamglonym świetle latarń. Nie wiedziałam, że moje miasto jest takie piękne...

A M. posuwa się tak powoli w swojej drodze ku mnie. Tak, że mnie samą to zaskakuje. Dopiero na trzecim spotkaniu odważył się pocałować mnie w usta na pożegnanie. A zaraz po koncercie delikatnie przesuwał między palcami pasma moich włosów...

I tylko czasem boli serce, że ten ktoś, kto siedzi obok mnie w ciemności sali koncertowej, nie jest Nim...

A poza tym wszystkim, poza tęsknotą i poczuciem braku Jego dotyku i pocałunków, jest wciąż ta porażająca i niewiarygodna ulga, że zakończyłam związek bez przyszłości. I cały czas to zdziwienie jak mało boli w gruncie rzeczy. Właściwie... wcale. Wcale, po 16 latach...

Chciałabym, żeby trafił tu ktoś, kto - jak ja kiedyś - szarpie się w nierokującym związku. Żeby przeczytał, co napisałam i żeby zebrał w sobie tę odwagę, której mi brakowało przez tyle czasu...
poniedziałek, 24 września 2012, aniaposz

Polecane wpisy

  • Dekada

    Tak dawno tu nie byłam, że czuję się niemal jak intruz. A przecież te wszystkie wpisy, od samego początku, to moje życie. Jak bardzo odległe w tej chwili od tu

  • ...

    Dziś czuję się jak mrówka, gdy czyjś but tratuje jej mrowisko. Czemu mi dałeś wiarę w cud, a potem odebrałeś wszystko?

  • Evolution

    Mija 5. miesiąc mojej znajomości z W. Znajomości, o której już teraz wiem, że nie jest i nigdy nie będzie związkiem, na który czekam. Nie urodziłam się wczoraj,

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: ana, *.torun.mm.pl
2012/10/11 21:05:14
Aniu trafiłam. Dziękuję:)
-
2012/10/13 12:00:16
Naprawdę? Cieszę się bardzo. Trzymaj się! Dasz radę, skoro ja dałam.