Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
czwartek, 15 grudnia 2011
W XVI-wiecznej Anglii
 

Prześliczny ten grudzień. Wymarzony. Ciepło, słonecznie. Moje koty wygrzewają się w plamach słońca na balkonie. Ja chodzę z gołą głową i bez rękawiczek. Bardzo to rzadkie. Zwykle grudzień to jeden z najbardziej pochmurnych i ponurych miesięcy. Jak dla mnie cała zima może być równie łagodna i bezśnieżna.

Czytam Wieczną księżniczkę Philippy Gregory. O Katarzynie Aragońskiej. Nietypowość perspektywy polega na tym, że według autorki związek Katarzyny i Artura Tudora został jednak skonsumowany, a wszelkie dalsze wydarzenia prowadzące do małżeństwa z Henrykiem to konsekwencja pewnej przysięgi złożonej przez Katarzynę Arturowi. Historycy być może zżymają się mocno na taką tezę, ale czy to znowu takie karygodne uchybienie? Tam, gdzie historia zostawia sporo miejsca na domysły i wątpliwości, można chyba zapełniać luki zarówno w jedną, jak i w drugą stronę...

Opowieść nabiera kolorów i tempa dopiero od momentu, gdy Katarzyna zostaje wdową, czyli w okolicach... 230. strony. Długo brnęłam przez ten rozwleczony początek, a nie zrezygnowałam tylko dlatego, że wciąż mam w pamięci inną książkę autorstwa Gregory - Kochanice króla. Cóż to była za przygoda! Czytałam w domu, czytałam w samochodzie, czytałam w autobusie, w drodze do sklepu i w przerwie między zajęciami fitness. Rodzeństwo Boleynów - Anna, Maria i Jerzy - stało mi się tak bliskie, jakby to byli moi dobrzy znajomi. Powieść ma prawie 700 stron (drobnym drukiem!), a ja żałowałam, że nie jest dwukrotnie grubsza.

Jedna z moich wirtualnych znajomych, czytając (nie tylko moje) zachwyty nad tą powieścią, wyraziła zdziwienie, że takie zbeletryzowane biografie cieszą się aż tak dużym powodzeniem. "To nie lepiej sięgnąć po uczciwą, regularną biografię?" - spytała. A przecież to nie to samo i jedno drugiego nie zastąpi. "Uczciwą regularną biografię" czyta się "na chłodno", by uzupełnić braki w wiedzy czy przypomnieć sobie to i owo. Biografie zbeletryzowane to historia i postacie przefiltrowane przez wyobraźnię autora, to świat stworzony po to, żeby czytelnika nie tylko zainteresować, ale też wciągnąć po czubek głowy. Styl Gregory w Kochanicach króla sprawił, że postacie historyczne ożyły, nabrały własnych indywidualnych cech, a ja mogłam - zależnie od rozwoju akcji - sympatyzować z nimi lub nie.

Po lekturze długo nie byłam w stanie zabrać się za kolejną książkę. Po prostu nic nie wydawało mi się równe dobre. Zresztą nie chciałam przenosić się w inny świat i opuszczać... przyjaciół. Najchętniej zostałabym z Marią Boleyn i jej mężem w XVI-wiecznej Anglii, śledząc dalszy rozwój sytuacji na dworze Henryka VIII. Dopiero dużo później sięgnęłam po - chronologicznie pierwszą - Wieczną księżniczkę, ale póki co młoda Katarzyna pozostaje mi dość obojętna... Gdy skończę, wezmę się pewnie za wydane niedawno Dwie królowe, które zaczynają się tam, gdzie skończyły się Kochanice - to opowieść o dwóch kolejnych żonach Henryka: Annie Kliwijskiej i Katarzynie Howard. Tylko Marii Boleyn będzie mi bardzo brakowało.