Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
poniedziałek, 18 marca 2013
Evolution
Mija 5. miesiąc mojej znajomości z W. Znajomości, o której już teraz wiem, że nie jest i nigdy nie będzie związkiem, na który czekam. Nie urodziłam się wczoraj, a wciąż zapominam o oczywistościach. Że stan początkowej euforii zaślepia i upośledza racjonalne myślenie. Że aby człowieka poznać, trzeba z nim zjeść beczkę soli, a przynajmniej poczekać ze dwa miesiące. Że dopiero z czasem wychodzą pewne sprawy, których na pierwszy rzut oka się nie dostrzega. Że sama deklaracja miłości (ani też nawet jej dowody) niekoniecznie wystarcza, gdy druga strona ma cechy dla nas trudne do zaakceptowania (tak, wiem, związek to kompromisy etc., ale to też tylko teoria).

Mieliśmy już kilka sprzeczek, padło trochę przykrych słów, ja wyrzuciłam trochę pretensji. I muszę przyznać, że on się stara. Stara się bardzo, nie przeczę. Ale wiem też, że ludzie się nie zmieniają. I albo go zaakceptuję takim, jaki jest, albo powinnam odejść. Love me or leave me. To trudne, bo przecież naprawdę nie jest źle. A może to tylko kwestia braku alternatywy...? I mojej próżności, którą tak doskonale zaspokaja słowami kocham cię...

Z drugiej strony spędziłam ostatnio trzy dni bez niego, oszukując go, że jestem chora. Chciałam pobyć sama, odpocząć, obejrzeć fajny serial. Niepokojące również, że gdy od czasu do czasu rozmawiam z moim eksem, to jemu chcę opowiadać z entuzjazmem o różnych rzeczach, to z nim, nie z W., chcę dzielić się drobnymi radościami i zwierzać z trosk. Przyzwyczajenie po 16 latach? Może. Ale bardziej prawdopodobne, że to A. jest (był) człowiekiem, z którym czuję się dobrze i swobodnie, a przy W. często się kontroluję w obawie przed jego (dziwaczną czasem i nieadekwatną) reakcją.To znamienne, że w tym związku, aby czuć się dobrze i bezpiecznie, muszę wciąż uważać, by zachować dystans. Zbytnia bliskość to emocjonalne samobójstwo. Muszę być cały czas o krok przed nim, ciągle uciekać, żeby zachować psychiczny komfort. Na dłuższą metę to cholernie wyczerpujące doświadczenie. I ze zdrową relacją niewiele ma wspólnego.
14:19, aniaposz
Link Komentarze (2) »