Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
sobota, 17 kwietnia 2010
...

Przecież wcale nie muszę iść spać. Nie muszę leżeć, gapiąc się w sufit i wsłuchiwać w bicie mojego serca. W ogóle nic nie muszę. Mogę tak siedzieć bezsennie całą noc z włączonym telewizorem, tą namiastką i iluzją czyjejś obecności. Nie chcę zasnąć, bo zawsze potem trzeba się obudzić i w pierwszych ułamkach sekund zderzyć boleśnie z prawdą. Wtulam twarz w futerko kota, łzy wsiąkają w sierść, ale on nic nie rozumie, śpi mocno, ufny i beztroski. Niech już ten ból wypali mnie do końca, niech nic nie zostanie, niech będzie już tylko pusta skorupka, która nie czuje, nie ma nadziei i której jest wszystko jedno.
23:59, aniaposz
Link Komentarze (4) »
Zniknąć

Zioła

Dajcie mi
mocnych ziół

Kiedy je wypiję
wtedy przestanie
wypalać mi oczy
georginia
i zamieni się
w czerwony kwiat

Wróbel na balkonie
nie będzie wrzeszczał
przeobrazi się w ptaka
łagodnego

Cisza
zamszowa ciężka
zamieni się
w pełne blasku powietrze

Nawet twoje słowa
nie będą bolały
staną się zabawne
jak skaczące ropuchy
               
                 Małgorzata Hillar


Skupiam się na tym, żeby przeżyć najbliższą godzinę, kwadrans, minutę. Nie planuję, nie czekam. Największym wyzwaniem jest przetrwanie nocy. Niemyślenie. Niewspominanie. Chciałabym przekręcić w głowie jakiś przełącznik i wyłączyć świadomość. Odłączyć mózg od reszty mojego ciała, które jest jednym wielkim krzykiem. Wydobywającym się gdzieś z samego środka trzewi, gdzie zieje ogromna dziura po wyrwanym życiu.

To słońce, te forsycje, ten śmiech dzieci na zewnątrz są jak szyderstwo. Muszę opuścić żaluzje, zatkać uszy i zwinąć się w kłębek tak ciasny, żeby już nie zostało miejsca na uczucia.

W regale szklanka z zaschniętymi resztkami herbaty, oczy kotów, które patrzą na mnie z nieuświadamianym pytaniem, gazety, kupione kilka dni temu, ciśnięte byle jak na stolik, których położenie nie zmieniło się od tamtej pory na milimetr. W tle uroczystości żałobne, poruszająca poezja, przejmująca muzyka i ludzie, którzy stracili coś bezpowrotnie, nieodwołalnie. Tak bardzo, że bardziej nie można. Więc wstyd mi, że śmiem płakać nad sobą w obliczu takiej tragedii. I żal, egoistyczny podły żal, że nie mogę w jego objęciach płakać teraz tylko nad tymi ludźmi. Splata się ten wielki narodowy dramat w jakiś upiorny sposób z moim własnym, osobistym. Splecie się już na zawsze, nierozerwalnie, cokolwiek się stanie.

W tym wszystkim jakieś resztki zdrowego rozsądku nie pozwalają mi na sięgnięcie po alkohol, bo on nigdy w takich chwilach nie pomaga. Następnego dnia jest jeszcze gorzej. Ale nie wiem czy ten zdrowy rozsądek nie ugnie się nagle pod presją ślepej desperacji i przekorną chęcią igrania z autodestrukcją.

A kwiaty na drzewach właśnie rozkwitają... Nie mam nikogo, kto by choć potrzymał za rękę.

I have so much to do, I have to carry on...



13:25, aniaposz
Link Dodaj komentarz »