Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
piątek, 08 lipca 2011
Ryszard Kapuściński - Podróże z Herodotem


Kapuścińskiego zaczęłam poznawać trochę niekonwencjonalnie, obok głównego nurtu jego twórczości, jakim był reportaż literacki. Wprawdzie podczytywałam kiedyś zamieszczane w "Gazecie Wyborczej" fragmenty "Hebanu", ale na dobre przygodę z Kapuścińskim zaczęłam od "Lapidariów". I wsiąkłam. Zachwyciło mnie wszystko - styl pisania, w którym czytelnik zanurza się i z którego prądem płynie, refleksje, które zadziwiały mądrością, przenikliwością i precyzją sformułowań i stojący za tym wszystkim Autor - bystry obserwator, ciekawy świata dziennikarz i wielki humanista. Zaczynając od "Lapidariów", poznałam najpierw człowieka, a dopiero potem publicystę, reportera, pisarza. Stał mi się bardzo bliski, dostrzegałam wspólnotę poglądów, zbieżność perspektyw patrzenia na rzeczywistość. A mimo to "Podróże z Herodotem" przez długi czas omijałam z rezerwą. Co innego fragmenty znakomitych wykładów, refleksje, przemyślenia, reportaże z odległych miejsc i opisy własnych arcyciekawych przeżyć, a co innego branie na warsztat monumentalnego dzieła historycznego sprzed 2,5 tysiąca lat! Nigdy nie przepadałam za historią, a już za historią wojen, sojuszy, podbojów, układów i intryg - w szczególności. Kapuściński ma wprawdzie niezwykły talent gawędziarza - myślałam - ale chyba nawet jemu nie uda się zainteresować mnie czymś, od czego, wstyd się przyznać, uciekałam w szkole średniej na wagary. A jednak nie doceniłam Autora!

"Podróże z Herodotem" pochłonęły mnie już od pierwszych stron. Tytuł jest przewrotny, dwuznaczny, ponieważ wątki są dwa, prowadzone równolegle, przeplatające się i uzupełniające - pierwszy to opisy początków reporterskiej kariery Kapuścińskiego, podróży, w które zabierał swój egzemplarz "Dziejów" Herodota. Drugi wątek - to podróże, jakie odbywamy my, czytelnicy, wraz z Herodotem, po Europie i Azji połowy I tysiąclecia p.n.e., a przewodnikiem w tych podróżach jest Kapuściński. To on odkrywa dla nas Herodota i ówczesny świat, cytuje fragmenty "Dziejów", komentuje je, objaśnia i dopisuje własne przemyślenia. Jest pełen podziwu dla tego niestrudzonego reportera i kronikarza starożytności, czuje z nim pokrewieństwo dusz. Ma też mnóstwo pytań, którymi dzieli się z czytelnikami - jakim człowiekiem był Herodot, jak zbierał informacje, czy pisał swoją książkę na bieżąco, czy było to dzieło, które postanowił stworzyć pod koniec życia, gdy już nie miał sił na nieustanne wędrowanie.

Z wypiekami na twarzy czytałam o rzeczach i zdarzeniach, które na lekcjach historii kwitowałam ziewaniem albo które wkuwałam ze zbolałą miną, żeby zapomnieć czym prędzej zaraz po klasówce. Wojenne kampanie, taktyka i strategia, przebiegi bitew - to wszystko było najnudniejszą częścią i tak nudnego przedmiotu szkolnego. A tymczasem czytając Kapuścińskiego, nagle wpadam po uszy w VI w. p.n.e. i śledzę z zapartym tchem marsz perskich oddziałów na Scytów! Że o losach wojny grecko-perskiej i bitwach pod Termopilami i Salaminą nie wspomnę. Kapuściński (z Herodotem pod ramię) ożywił dla mnie ludzi i miejsca do tej pory prawie nieistniejące w mojej świadomości. Długo nie wiedziałam, jak to się dzieje, jak to możliwe, że ta sama historia raz może być nużącym ciągiem pusto brzmiących nazw i nic niemówiących dat, a kiedy indziej - pasjonującą opowieścią o ludziach z krwi i kości, których losem mogę przejąć się tak, jakby to byli moi bliscy znajomi. Aż wreszcie kluczem do odpowiedzi okazała się refleksja Kapuścińskiego na temat pisarstwa Herodota: "Pokazuje on historię świata poprzez losy jednostek, na kartach jego książki, której celem ma być utrwalenie dziejów ludzkości, są zawsze obecni konkretni ludzie, konkretny człowiek, człowiek z imieniem, wielki albo marny, łaskawy albo okrutny, zwycięski lub nieszczęśliwy". Otóż to. Perspektywa indywidualna, zogniskowanie uwagi na kimś, kto może i jest królem albo wielkim wodzem, ale przede wszystkim jest człowiekiem ze swoimi słabościami i atutami, przywarami i zaletami. Herodot wraz z Kapuścińskim kierują moje zainteresowanie najpierw w stronę człowieka, sprawiają, że zaczyna być mi on bliższy, lepiej zrozumiały, a dopiero potem wrzucają go w tryby wielkiej historii, ale wtedy już i ja śledzę z zaciekawieniem przebieg wojennych zmagań Kserksesa, bo ów Kserkses przestał być po drodze tylko nic nieznaczącym imieniem.

Przeplatając gawędę o Herodocie i jego czasach opowieścią o własnych podróżach reporterskich, Kapuściński cały czas podkreśla, jak ważne było dla niego odkrycie Herodota - "Dzieje" stały się w początkach kariery Kapuścińskiego zarówno jego wytchnieniem, jak i inspiracją. Zestawia wydarzenia sprzed wieków z tymi dziejącymi się aktualnie i pokazuje, jak w gruncie rzeczy nic się nie zmienia - ludzka natura jest wciąż taka sama. Tę wyrwę w czasie zasypuje dla niego Herodot. Dla mnie - Kapuściński. Dzięki tej lekturze zapamiętam więcej z historii starożytnej niż zapamiętałam z poświęconych jej lekcji w liceum.