Definiują mnie rzeczy, które kocham: książki, kino, teatr, muzyka baroku, koty, jesień, góry, poezja. Psychologia i filozofia. Feminizm. To jest mój świat, gdziekolwiek jestem.

statystyka
piątek, 16 października 2009
Lubiewo

 Michał Witkowski, "Lubiewo"

Tak się jakoś ostatnio składa, że gdzie nie spojrzę, widzę Michała Witkowskiego. Zaczęłam od lektury Lubiewa, które czekało na przeczytanie już od dość dawna. W międzyczasie natknęłam się na felieton w "Polityce", świetnie pasujący do moich refleksji i charakteru blogowej notki.  Parę tygodni temu Witkowski był jednym z gości Kuby Wojewódzkiego. Niektórzy doszukiwaliby się w tych zbiegach okoliczności działania jakichś sił metafizycznych, inni powiedzieliby raczej, że to moje zmysły, po lekturze Lubiewa, nastawiły się na selektywny odbiór danych. Zdecydowanie zaliczam się do racjonalistów. :)

Trafiwszy kiedyś na cytaty z Lubiewa: gender czy sex, czyli lubiewo sądziłam, że będzie to zbiór refleksji na tematy homoerotyczne, jakaś próba analizy różnych związanych z tym zjawisk społecznych, w każdym razie coś bliżej publicystyki niż fabuły. Garść ocierających się miejscami o pornografię historyjek z życia erotycznego gejów (ciot?) nie jest więc tym, czego się spodziewałam po lekturze. Nie, nie zniesmaczają mnie drobiazgowe opisy seksualnych fantazji podstarzałych gejów ani nie oburzają częste wulgaryzmy. Przyjmuję tę stylistykę bez żadnych zastrzeżeń i chwilami nawet dobrze się bawię. Tylko... nie bardzo wiem co też Witkowski chciał osiągnąć. Miałażby to być jedynie prowokacja, wykalkulowane drażnienie heteryków siedzących po uszy w twardej rzeczywistości codziennej, manifest inności, o tyle skuteczny, o ile kontrowersyjny? Bo że niekoniecznie tak właśnie, jak to przedstawia Witkowski w Lubiewie, wygląda seksualność gejów, świadczy choćby ogłoszony ostatnio u Kuby Wojewódzkiego związek pisarza z Jacykowem (modelową wręcz ciotą, by posłużyć się klasyfikacją i nomenklaturą z Lubiewa).

O ile zdążyłam się zorientować wolę Witkowskiego publicystę, felietonistę niż autora fabuł. Mnie akurat nie trzeba szokować, by uświadomić istnienie odmienności. A propos - z ogromną satysfakcją obserwuję przemiany obyczajowe w naszym kraju, który - jakkolwiek pozostaje w tyle za europejską awangardą - jednak całkiem dobrze sobie na tym polu radzi. Erupcja medialnej szczerości w wykonaniu słynnych gejów (Raczek, Poniedziałek, Piróg, Szczygieł), nieskrępowane rozmowy o homoseksualnych związkach w porach niezłej oglądalności, wreszcie (na co czekać trzeba było najdłużej) homoerotyczne wątki w polskich serialach. W porównaniu z realiami Polski lat 70. i 80. opisywanymi w Lubiewie jest to siedmiomilowy krok naprzód. I znów nie wiem czy to jakaś osobliwa kokieteria ze strony Witkowskiego, gdy w Lubiewie mówi ustami jednego z bohaterów: Wszystko to zniknie zresztą w fazie postemancypacyjnej, gdy nie będzie już plaż gejowskich, barów pedalskich, pisemek... Nie będzie żadnego getta. Pedalstwo będzie tak przeźroczyste, że nikt nie zauważy na zwykłej plaży, że facet całuje się z facetem. Ale nas wtedy, Paula, na szczęście już nie będzie na świecie.